Wielkanoc 2002(Obszerny fragment z artykułu z"Naszej Wspólnoty" -kwiecień nr 49 str.4)

. . .
Z prawdziwym wzruszeniem wsłuchuję się co roku w relację świętego Jana o całej tej porannej przygodzie Marii Magdaleny, a potem o dwóch uczniach biegnących do grobu. Ileż tam dynamizmu. Wydaje się nam, że słyszymy bicie ich serc - nie tylko ze zmęczenia. Zapewne bardziej one biły z powodu wiadomości, którą usłyszeli od Marii. To co usłyszeli rodziło w nich na przemian radość i przerażenie, nadzieję i niedowierzanie. Nigdy - przez tyle lat nie zastanawialem się nad jednym zdaniem zawartym w tej relacji, a mianowicie - dlaczego ów drugi uczeń, który biegł z Piotrem - wszedłszy powtórnie do grobu i ujrzawszy miejsce, gdzie Jezus był złożony - w tym momencie uwierzył. Brak ciała nie musiał być dowodem Zmartwychwstania Jezusa. Dlaczego zatem uwierzył ? Co było dla niego niezbitym dowodem Zmartwychwstania Mistrza ? Tego nie doświadczył Piotr. I nie mógł doświadczyć, bo nie był na pogrzebie Jezusa. Zbolały po zaparciu się Mistrza, ocierał gdzieś w ukryciu gorzkie łzy - zawstydzony swoim postępkiem. Natomiast Jan dokładnie pamiętał, jak ciało Jezusa ułożone było w grobie. Pamiętał w jaki sposób było one przykryte całunem i jak wyglądały płótna, które dodatkowo przykrywały martwe ciało Nauczyciela. Gdyby ciało Jezusa zostało wykradzionie, wyjęte z całunu, tkaniny z pewnością pozostawiono by w nieładzie. Było jednak inaczej. Najwyraźniej ciało opuściło całun w inny sposób. Ono "znikło" z niego i tkaniny po prostu zapadły się pod własnym ciężarem - świadcząc o Zmartwychwstaniu. Jan dokładnie to przemyślał i uwierzył. Nie miał wątpliwości, że uwielbione ciało Jezusa, ożywione w cudzie Zmartwychwstania przeniknęło całun i Jezus opuścił grób. W podobny sposób Zmartwychwstały Jazus przeniknie ściany wieczernika, kiedy wieczorem tego samego dnia ukarze się Apostołom, by ich przekonać, że żyje. Zmartwychwstanie Jezusa jest faktem niezbitym, nie powtarzalnym. Nie mamy zatem podstaw nie uwierzyć relacją uczniów Chrystusa, którym po Zmartwychwstaniu wielokrotnie się ukazywał. Ta prawda była podstawą ich przepowiadania. Ta prawda rozpalała ich serca w apostolskiej działalności. Ta prawda rozpala co roku moje serce i cieszę się, że mogę ją kolejny raz wam przekazać. Za świętym Pawłem - wcale nie z mniejszym przekonaniem, z taką samą wręcz mocą - mogę powtórzyć jego słowa, które wypowiedział do mieszkańców Koryntu: "Jeśli Chrystus nie Zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara"(1 Kor. 15,14). Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał daremne było moje głoszenie przez 27 lat Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, daremny cały mój duszpasterski trud. A przecież dobrze wiecie, że stając na tym miejscu - już nie setki, ale tysiące razy przemawiam do Was mocą mojej wiary.
Raz po raz socjologowie religii podają wyniki ankiet przeprowadzonych wśród ludności na temat akceptacji, czy nie, pewnych dogmatów wiary. Nie mogę do dziś pojąć tego, że około 30%, a czasami i więcej ankietowanych w naszej Ojczyźnie powątpiewa w prawdę o Zmartwychwstaniu. Nie wiem dlaczego dają wiarę np. naszemu kronikarzowi Janowi Długoszowi, przekazującemu nam opis Bitwy pod Grunwaldem, a nie dają wiary świadkom zmartwychwstałego Pana, świadkom, którzy dla prawdziwości prawdy o zmartwychwstaniu oddali swoje życie.
Nie wydaje mi się, by te wypowiedzi były szczere. Ci, którzy je przekazywali raczej nie chcieliby, by było zmartwychwstanie z lęku przed konsekwencjami, jakie mogłyby ich spotkać - za życie niezgodne z wiarą. Taka prawda jest bardzo niewygodna, gdy człowiek odejdzie od Boga. Natomiast dla człowieka uczciwego, pamiątającego o Bożym prawie - jest ona prawdą najradośniejszą. Przyjmuję ją z radością, bo wiem że mój życiowy temat, moje zmaganie się ze złem we mnie i wokół mnie - nie są daremne. I wiem, że nie grzebię moich bliskich, kochanych w ziemi jak się zakopuje nieużyteczne, zniszczone rzeczy, ale wierzę, że ich pogrzeb jest zasiewem tego, co zniszczalne, by powstało niezniszczalne; tego co słabe, by powstało mocne; tego, co jest nie chwalebne, by zrodziło zię chwalebne; tego, co śmietrelne, aby przerodziło w nieśmiertelność.
I wcale nie jest rzeczą naiwną - moja cicha rozmowa ze zmarłymi, kiedy stanę dziś, czy kiedy indziej nad ich grobem; kiedy zapalę światło na ich mogile i położę kwiaty. Nie, nie jest rzeczą bezsensowną, bo ja wierzę, że oni żyją, że kiedyś spotkam się ze Zmartwychwstałym i będę z Nim wspólnie przebywał razem z tymi, którzy mnie uprzedzili w drodze do niego. Jezu wierzę.
Takiej wiary Wam życzę drodzy parafianie. Życzę Wam spotkania ze Zmartwychwstłym Panem dziś w znakach sakramentalnych, a kiedyś uszczęśliwiającym spotkaniu z Nim "twarzą w twarz" i ze swoimi bliskimi. Radosnych Świąt.

Ks.Prałat Kazimierz Piotrowski